FacebookTwitterYoutubeCzytnik rss

Jesień z Glucholazyonline!

Sprawdź jakość powietrza

smog

Pogoda dla Głuchołaz

Złap myszką i przesuwaj by zobaczyć inne dni.
Reklama

(Artykuł przeczytasz w czasie 4 - 7 minut)

qr code mobilnemini androidGlucholazyonline.com.pl w Twoim smartfonie!

Masz dla nas temat? Wyślij foto i opis poprzez aplikację mobilną. To najszybszy sposób na dotarcie do czytelników.

Najnowsze wiadomości i informacje o mieście w jednej aplikacji!

Aplikację na smartfony z systemem Android pobierzesz tutaj.




Przeczytałeś już: 0% artykułu

11891852 1013154198724427 7549437847004335123 oMam dwóch braci, ale dzieciństwo pamiętam u boku jednego brata Kazika, brat Andrzej żył jakby obok, jakby miał swój świat. Już od młodych lat zajął się sportem, a właściwie rzeźbą swego ciała. Tata mój zawsze mówił:




-Andrzej ty swą siłę w polu użyj, a nie całymi dniami na tej ławce ćwiczysz!


W zimowe wieczory schodziliśmy z Kazikiem przy zapalonej świeczce do piwnicy, intensywny zapach jabłek otaczał całą piwnice, jabłka były poukładane na półkach ogonkami do góry. Wybieraliśmy według naszego ulubionego smaku, ja lubiłam czerwone malinówki, Kazik szarą renetę.
Mama siadała z wielką miską jabłek, obok niej siadaliśmy my, dzieci w pokoju przy nagrzanym kaflowym piecu.
Mama obierając nam jabłka opowiadała nam swoje przeżycia, miała co opowiadać, a co najlepsze - bardzo to lubiła.
Muszę się teraz cofnąć do dzieciństwa i młodości mojej mamy, słowo w słowo opisze jak to mama nam opowiadała, a że robiła to do końca swego życia to nie sposób jest tego nie pamiętać!

-Jestem córką Jana Zarzyckiego i Walerii z domu Cykala -opowiada mama, - urodziłam się 20 lipca 1920 r. w Sochaczewie Kolo Warszawy.Dom nasz był w Cisowy, gmina Kampus powiat Sochaczew. Rodzina moja to starsi bracia Wacek, Staszek, Władek, siostra Mania, Adela to młodsza ode mnie siostra. Najmłodsi to Gienek ur. w 1926 r. i Janek ur. 1928 r.
-Tatuś mój to bardzo pracowity, zaradny gospodarz. W latach 1925 przeprowadził naszą rodzinę z okolic Warszawy na ziemie wschodnie Hniezno stacja Andrzejowce osada Swiecica. Mała gmina Msciburz powiat Wolkowysko w woj. Białostockim. Była tam tańsza ziemia, mógł dużo jej kupić, miał dużo dzieci, miał dla kogo pracować.
-Osiedliliśmy się na dużej gospodarce 20 ha, aleją lip można było dojechać do domu przed którym rozpościerał się nieduży ogródek, a za domem stały duże murowane stodoły.
-Tatuś mój był kowalem jak tylko usłyszał, że ktoś sprzedaje ziemie to co rusz kupował kawałek ziemi, była ona rozrzucona po całej okolicy, mięliśmy również kawał lasu.
Sąsiedzi mówili do niego-
- Zarzycki! -Как вы это делаете, где Вы посмотрите, где ваши . (jak ty to robisz, gdzie spojrzysz tam twoje).
Mama moja Waleria była kobietą równie pracowitą, zajmowała się kuchnią i szyciem dla nas sukienek, które ubierałyśmy jadąc do kościoła bryczką zaprzężona w dwa duże, piękne konie.
-Pamiętam do dziś jak czekaliśmy wszyscy na mamę przed domem bo ona musiała wszystkie muchy wygonić z domu zanim pojechaliśmy do kościoła.
Tatuś mój wychowywał nas w karności, byliśmy mu posłuszni. Od najmłodszych lat pracowałam w polu.
Pamiętam jak motyką okopywaliśmy młode pędy ziemniaków, rodzeństwo moje zostawało daleko w tyle mimo, że obrabiali po jednej bruździe, a ja zawsze brałam dwie a nawet trzy bruzdy na raz.  Któregoś razu zabrałam motyczkę bratu, miała dobre, ostre zęby, którą dobrze się kopało w ziemi.
Brat Władek gonił mnie ze złością po polu krzycząc  -oddawaj mi tą motyczkę!. Nie oglądając się do tylu, nie patrząc gdzie stoi mój brat odrzuciłam motyczkę za siebie prosto w głowę mojego brata. Głowa rozcięta, krew zalała mu twarz, na szczęście nic groźnego się nie stało, ale lanie od tatusia mi się dostało.

Był piękny, letni dzień. Poszliśmy nad rzekę popływać pomimo, że nie umiałam pływać. Stanęłam nad brzegiem rzeki, której nurt wody był dość rwący krzycząc:
-Szukała mnie matka?
Stojący obok mnie brat i inni odpowiedzieli:
- Szukała!
- A z czym?
- Z kijem!
- Z jakim?
- Z dębowym!
- To zostańcie się ludzie z Bogiem! - i dałam nura do wody nie wiedząc, że rzeka w tym miejscu jest bardzo głęboka. Po krótkiej chwili zorientowałam się, że tonę, że to nie przelewki, udało mi się wynurzyć z wody na sekundę i krzyknąć:
  - Ratunku !!!!! - po chwili idąc już na dno czuje jak ktoś ciągnie mnie za włosy do brzegu.
Był to mój brat Władek, któremu zawdzięczam życie bo na pewno bym utonęła.
Uklękłam przed nim chwytając się jego nogi, nieustannie dziękując płakałam i prosiłam, aby o tym zdarzeniu nie mówił tatusiowi bo dostałabym duże lanie.
Obiecał, że nie powie, ale po niedługim czasie wszystko opowiedział tatusiowi no i nie obyło się bez lania, silnego lania.


Tatuś nasz za złe karał, a za dobre wynagradzał.

- Miałam już naście lat, lubiłam śpiewać i tańczyć, wieczorami zbieraliśmy się w gromadkę i siedząc na brzegach rowów śpiewaliśmy do późnego wieczora , a śpiew nasz słychać było w całej okolicy. Potańcówki odbywały się po domach w każdą sobotę u kogoś innego.
Młodzież bardzo lubiła przychodzić do naszego domu, było bardzo wesoło przy graniu na harmoszce, organkach przetańczyliśmy nie jedną noc. Nie raz słyszeliśmy pod kościołem jak młodzi koledzy mówili miedzy sobą:
- Gdzie byłeś wczoraj?
- U Kowalskich!
- A ty?
- U Zarzyckich!
- Ojej nie wiedziałem że u nich wczoraj była potańcówka na pewno bym przyszedł. U nich zawsze jest w dechę.


Ja i moja siostra Adelcia byłyśmy ładnymi dziewczynami, chłopcy lubili się z nami bawić, przychodzili nawet z sąsiedzkich wiosek.
Mania, moja siostra już była mężatką i przeżywała trudny okres w swoim życiu. Rodziła już kolejne dziecko, które dożywało tylko do trzeciego miesiąca i umierało. Mówiono, iż jest to spowodowane przeklętym domem w którym mieszkała z mężem Lubienieckim. Mówiono nawet, że w nim straszy.
Na własnej skórze doświadczył strasznego przeżycia brat Janek, miał może 10 lat jak był u Mani w domu i widział postać kobiety, która nagle się pojawiła i zniknęła. Najgorszym okresem w moim życiu - mówi mama - były lata wojny, strasznej, bezlitosnej wojny.

Był rok 1940. 10-go lutego o 2-giej godz. w nocy usłyszeliśmy straszliwy łomot do drzwi naszego domu.
Ze strachu mocno przytuliliśmy się z moją siostrą Adelcią i moimi młodszymi braćmi. Drzwi otworzył mój tatuś, na progu stał ruski wojak z wycelowanym do niego karabinem, a na nim bagnet. Za nim jeszcze paru wojskowych i Ukraińców.

Bardzo gniewnym tonem oznajmił:

- Bас была семья Zarzycki вы хотите, чтобы России и Германии есть два часа на сборы

- Ty rodzina Zarzycki?
- Tak!, odpowiada tatuś
- Ty chcesz do Niemiec czy Rosji?
 - Do Rasyji! - mówi tatuś, gdyby powiedział że chce do NIEMIEC rozstrzelali by całą naszą rodzinę.
- Macie dwie godziny, aby Ty z familia się spakował!
- Waleria!!! - nerwowo krzyczy tatuś - budź dzieci, pakuj z Gienią wszystkie jedzenie ze spiżarki i ciepłą odzież, ubierz ciepło chłopaków. Za dwie godziny wyjeżdżamy!.
-Daj wojakom coś zjeść i wódki im daj!!!


Chciał tym sposobem więcej czasu dla nas zdobyć, byśmy mogli jak najwięcej rzeczy zabrać ze sobą.
Pod domem stały sanie zaprzężone w parę koni, załadowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy, ciepłe ubranie, pierzyny. W spiżarni wisiała na hakach solona słonina gruba na dwa a nawet trzy palce, był zapas mięsa bo niedawno było świniobicie, ojciec rzucił w ostatniej chwili worek mąki i sól.
Co z nami będzie? Z płaczem mówi mama. - Gdzie oni nas chcą wywieść?
- Co z naszymi krowami!
Mama załamuje z rozpaczy ręce opada z bezsilności na ramiona ojca.
- Waleria! Mówi nasz tatuś - nie płacz ja też nie wiem co oni chcą z nami zrobić, na pewno niedługo wrócimy, a teraz zobacz czy Gienia i Adelcia dobrze spakowały najpotrzebniejsze rzeczy a Ty Waleria wołaj tu Gienka i Janka niech wynoszą na sanie co mogą!
Dwie godziny zleciały jak z bata świsnął.
Wszyscy siedzimy na saniach, tatuś nerwowo co rusz podkręca wąsa, mama tuli mocno do siebie najmłodszego syna Jasia, ja z Adelcia trzymamy się za ręce drżąc ze strachu i z zimna. Brat Gienek wtulił się w kożuch mamy. Tatuś nasz już się na sanie nie zmieścił to szedł za nami. Ostatnie spojrzenia na dom, łzy wszystkim zasłoniły ostatni widok naszego domu.
- Wio!!! - i sanie ruszyły.

11890914_1013153278724519_2871659812476573851_n11891852_1013154198724427_7549437847004335123_o11898835_1013153448724502_2890687122055486742_n11898900_1013205098719337_1807195573774765474_n

 

Dana Laszewicz

Udostępnij i polub nas!

Polub w FacebookPolub w Google PlusPolub w TwitterPolub w LinkedIn


0 Nie lubię0

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy

  DO GÓRY

Przeczytaj także: