Reklama

Sprawdź jakość powietrza

smog

Pogoda dla Głuchołaz

Złap myszką i przesuwaj by zobaczyć inne dni.
Reklama

(Artykuł przeczytasz w 4 - 8 minut)

qr code mobilnemini androidGlucholazyonline.com.pl w Twoim smartfonie!

Masz dla nas temat? Wyślij foto i opis poprzez aplikację mobilną. To najszybszy sposób na dotarcie do czytelników.

Najnowsze wiadomości i informacje o mieście w jednej aplikacji!

Aplikację na smartfony z systemem Android pobierzesz tutaj.




Przeczytano 0% artykułu

danaWojna rozdzieliła wiele, bardzo wiele rodzin, wielu nigdy do domu nie wróciło, wielu straciło kontakt z najbliższymi, wielu na obcej ziemi swe ognisko domowe rozpalili.




Do Czerwonego Krzyża napisała mama moja o pomoc w odnalezieniu ojca, siostry i braci - poprosiła. Na odpowiedz długo nie czekała, a w liście wiadomość otrzymała. Losy ojca nie są znane, pewnie w Taszkiencie pozostał. Siostra Mania w Polsce mieszka w wiosce Baszyn, gmina Winsko, powiat Wołów, województwo Wrocław. 
Blisko niej w wiosce Ścinawa brat Wacek z rodziną zamieszkał.


Los braci Staszka, Gienka i najmłodszego z rodziny Zarzyckich, Janka potoczył się w innym kierunku na zachód do Anglii. Z rodzeństwa jedynie Władek zginął na wojnie, nawet nie wiemy gdzie jego grób. Radość ogromna na wieści o losach najbliższych w moim domu.
Mama postanawia jechać do siostry Mani, przecież to tylko 100 km od naszego domu. Tata z moimi braćmi pozostał w domu, a ja z mamą wyruszyłyśmy w podroż pociągiem w kierunku Wrocławia.
Te 100 km pokonywało się wówczas pół dnia i całą noc. Wyruszyłyśmy przed wieczorem z miasta Głuchołazy pociągiem do Wrocławia z przesiadkami, we Wrocławiu trzeba było przejść na dworzec Świebodziński, gdzie mama opłacała mi łóżeczko w poczekalni dla matki z dzieckiem bym mogła się przespać. Podczas następnych podroży pamiętam też jak już byłam za duża i nie mogłam się zmieścić do łóżeczka, mama wybłagała panią by mi pozwoliła się położyć w nim, bym tylko odpoczęła! Sama opierała głowę o stolik i drzemała aż do rana.
Pierwszym pociągiem jechałyśmy następnie do Wińska, następnie autobusem do wioski Baszan.
Nad ranem około 8 godz. stanęła mama przed niewielkim parterowym domkiem, przy drzwiach siostry, głośno zapukała!


- Kto tam?
Słyszymy głos kobiety. 
- Łaskawa Pani!  - mówi mama.
- Sprzedaje haftowane serwetki, może pani kupi?
- ,Nic nie kupuję! - odpowiada głos kobiety.
 Mama ponownie:
- Proszę, niech Pani otworzy drzwi, proszę tylko zobaczyć to nic nie kosztuje! 
Słyszymy otwierający się zamek u drzwi. 
Zaspana w koszuli nocnej, bosa z rozpuszczonymi, długimi włosami kobieta ciągnie wątek dialogu w między czasie palcami próbuje zebrać swoje włosy w kłębek. -Ja nic nie kupuję, proszę nie zabierać mi czasu, zwierzynę czas nakarmić a Pani zawraca mi głowę! Miałam może 5 lat, a widoku tego nie zapomnę. Stoi mama ze mną i walizka u boku, patrzy ze łzami w oczach na siostrę swoją i mówi. - Maniu to ja! Widać zakłopotanie na twarzy kobiety, myśli, myśli. - Gienia, Gienia to ty!
- Siostrzyczko moja!
I obie objęły się mocno, płakały i nie mogły przestać. 
W łóżku leżał jej mąż Stanisław Szymański, siwy, starszy pan, dość wysoki, szczupły.  
Ciocia Mania ma trzy córki, najstarsza Dziunia z pierwszego małżeństwa, która urodziła się tuż przed wojną. 
Pierwszy mąż Mani, Lubieniecki poszedł na wojnę i nigdy nie wrócił, a Mania z malutką córeczką została wywieziona na Sybir.
Dziewczynka jest ułomna, nie wiadomo czy przez ciężkie warunki na Sybirze czy przez konflikt rodziców bo Mania urodziła chyba troje dzieci i żadne nie dożyło roku i umierało, jedyna Dziunia przeżyła. 
Z drugiego związku z Szymanskim Mania urodziła dwie córki Alusię i Henie. Gospodarstwo dość ubogie, mały domek, parę hektarów pola ale gospodarz nie zbyt pracowity, pomału gospodarstwo podupadało.
Po dwóch dniach pojechałyśmy z Manią do brata mamy Wacka, który mieszkał około 30 km od Mani w wiosce Ścinawa.
Podobna sytuacja, na podwórku stoi mama, ciocia Mania i nowo poznana ciocia żona Wacka Lodzia!
Gospodarza nie było w domu, pracował w polu. Po niedługim czasie na podwórze wjeżdża wóz zaprzężony w dwa piękne, duże konie, na wozie siedzi mężczyzna dość krepy, nie za wysoki, o okrągłych rysach twarzy.
Mania rozpoczyna rozmowę: - Wacek! 
-Ta pani szuka noclegu, może u ciebie znalazło by się miejsce na przenocowanie jej z córeczką? - mówi Mania. - Nikogo nie przenocuje. Nie mam miejsca dla żadnych letników, pełno pracy w polu a wy mi takie rzeczy opowiadacie! - i pocisnął batem po grzbietach koni. Mama patrzy ze łzami w oczach na swojego brata od wielu lat nie mającego z nią żadnego kontaktu. - Dajcie gospodarzu coś się napić podróżnikom -mówi mama. 
- Dziś upał na dworze pić się chce.
- Przynieś Lodzia kwaśnego mleka - mówi Wacek.
Mama już nie wytrzymuje emocji. Mówi: - Wacek, braciszku, nie poznajesz?
Wacek patrzy, długo patrzy. 
-To niemożliwe, mówi.
- SIOSTRZYCZKO MOJA KOCHANA TO TY! Gieniu, Gieniu! - oboje mocno się ściskają i nie ukrywają z radości strug łez płynących po twarzy. Wacek to gospodarz aż się patrzy, pracowity, zaradny. Żona jego, Lodzia, skromna, niska, siwa pani zajmująca się domem. Mają troje dzieci, najstarszy to Bronek już żonaty mieszkał nieopodal Wacka, drugi to Janek niski, krępy, do ojca podobny, najmłodsza to córka Bronia niska, drobna, jasnowłosa dziewczynka bardzo podobna do swojej mamy. 
Gospodarstwo duże, bogate, położone na skraju wioski. Odwiedziliśmy Bronka w jego domu, to najstarszy syn Wacka. Pamiętam, wysoko na górce położony dom, a w nim pełno małych dzieci, już nie wiem może około 10-ciorga biegających po domu. Nadchodzą dobre i radosne dni dla naszej Mamy, pomału odnajduje się rozrzucone po całym świecie rodzeństwo Zarzyckich, dzieci Jana i Walerii, którzy nie przeżyli tej okrutnej II Wojny Światowej. Ich prochy spoczywają bardzo daleko, gdzieś na Rosyjskiej obcej ziemi. 
Żadnemu z dzieci nie dane było położyć kwiatka na grobie ukochanych rodziców. Odnajdują się bracia Mamy, najstarszy brat Stanisław i najmłodsi z rodzeństwa Gienek i Janek. Wszyscy zamieszkali w Angliii. Brat Gienek na wiadomość o siostrze natychmiast przyjeżdża do Polski. Nie jest to jego pierwszy przyjazd do kraju, jego żona Henia pochodzi z okolic Łodzi, rodzice jej mieszkają w Kudrowicach to tez odwiedzają ich często. Ma troje dzieci, najstarszy syn Roman, średni syn Bogdan i najmłodsza córeczka, oczko w głowie tatusia to Krysia. Gienek przyjechał z siostrą Adelą z Warszawy.
Przyjęcie tak zacnych gości było wystawne i  radosne dla wszystkich uczestników.


Brat Stanisław odwiedził nas tylko raz, wówczas już był w podeszłym wieku, wypracowany starszy pan. Los jego po wojnie również potoczył się w kierunku Anglii, tam ściągnął swoją żonę Józefę, a jego jedyna córka, Zosia nie chciała jechać do Anglii bo właśnie bardzo się zakochała i nie chciała rozstać się z ukochanym. Zosia mieszka do dziś w Dusznikach Zdroju, urodzila dwoje dzieci, córkę Bogusię i syna.
Najmłodszy z braci to Janek, mieszka w Londynie. Jak okrutny był dla niego los i dla całej rodziny mieszkającej w Polsce, nigdy nie dane mu było przejechać i ucałować swoje siostry i brata Wacka. Jak był młody, silny to bał się przyjechać do kraju, myślał że może go nie wypuszczą z powrotem, poza tym miał troje dzieci, syna Fryderyka i córki bliźniaczki: Patrycje i Sylwie, żona jego Meris pochodzi z Francji, to też i jego życie ukierunkowało się bardziej w kierunku wieży Eiffla i Pol Elizejskich.
Teraz już jest starszy i boi się, że nie podołałby tak dalekiej podroży pociągiem, bo samolotem boi się latać. 
W latach sześćdziesiątych odnajdowało się wielu ludzi, odnajdywali się i ci, o których ślad zaginął, a najbliżsi łzy z oczu wylali. 
Mama moja otrzymala list w nim wiadomość o Stanisławie Lubienieckim, który zamieszkuje w Anglii. Jest on pierwszym mężem mojej mamy, który uznany został za zaginionego na wojnie. 
Taką wiadomość mama moja otrzymała od Czerwonego Krzyża.
Na twarzy mojego taty lekki niepokój, zakłopotanie i chęć powiedzenia:
-Co dalej?
Odpowiedziała listem mama moja.
- Staszku, cóż za radość na wieść, że żyjesz ale w moim życiu wiele się zmieniło, wyszłam drugi raz za mąż myśląc, iż nie żyjesz. Szukałam cię poprzez organizacje Czerwonego Krzyża ale wieści o tobie nie otrzymałam, uznałam iż nie żyjesz. 
Mieszkam w niedużym miasteczku, mam troje dorodnych, kochanych dzieci, dobrego, pracowitego i kochającego mnie męża. Wysyłam ci zdjęcia, bo na pewno jesteś ciekaw jak teraz wyglądam? Na pewno się zmieniłam, ale myślę, że na dobre.
Długo nie czekała mama moja na odpowiedź. 
W liście zdjęcie Stanisława, który stoi przed dużym, czarnym samochodem, pan o nie młodych już rysach twarzy. W liście słowa:
-Gieniu przyjedź do mnie, poniosę wszystkie koszta związane z Twoim przyjazdem, przecież przysięgałaś przed Bogiem „na dobre i złe , w gniewie i w chorobie do końca naszych dni”. 
Natychmiast odpisała mama:
- Staszku, przecież mam dzieci jak to sobie wyobrażasz, czy masz zamiar ściągnąć mnie do siebie z moimi dziećmi?
Równie szybka odpowiedź od Stanisława:
- Przecież dzieci mają ojca. Pozostaw je z nim, a do mnie przyjedź sama.
Mama odpowiada:
-Nigdy tak bym nie zrobiła, dzieci kocham, męża mam dobrego, życie swe ułożyłam dobrze i za nic nie zamienię na inne. Miedzy nami przepaść uczuciowa i odległa z naszego związku nie pozostało nic prócz kilku wspomnień.
Na to Stanisław Lubieniecki:
- Gieniu, tak zadecydowałaś widzę, że na nic moje starania o ciebie, nasze drogi się rozeszły na zawsze, myślę, iż nigdy już się nie spotkamy. Żyj swoim życiem, a ja będę żył swoim. 
Wysyłam ci twoje zdjęcia z powrotem nie chce ich mieć u siebie. Żegnaj.

Autor: Dana Laszewicz

 

11057112_1012051098834737_5334656794361510343_n11223885_1012027872170393_4955585395033274544_o11225739_1012026265503887_4143795846222793186_o11875161_1012027748837072_4398712773755292639_o11875231_1012022252170955_5909333696412618430_o11879097_1012022878837559_4883830965829454447_o11880494_1012057882167392_3769030363756341149_n11890455_1012027312170449_7047822095597780109_o11895250_1012028132170367_2440687458408840451_o11958072_1012027515503762_6674585073975721975_o11958248_1012048672168313_6982028125969227715_o

 

Udostępnij i polub nas!

Polub w FacebookPolub w Google PlusPolub w TwitterPolub w LinkedIn


0 Nie lubię0

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy

  DO GÓRY


Nekrologi. Ślij (bezpłatne) poprzez formularz w zakładce Redakcja.

Co, gdzie, kiedy? Bieżące imprezy i zaproszenia. Organizujesz imprezę? Ślij plakat do nas.

Przejdź do działu bezpłatnych ogłoszeń lokalnych.

Dodaj swoje nowe ogłoszenie.

Przeczytaj także: