FacebookTwitterYoutubeCzytnik rss

Jesień z Glucholazyonline!

Sprawdź jakość powietrza

smog

Pogoda dla Głuchołaz

Złap myszką i przesuwaj by zobaczyć inne dni.
Reklama

(Artykuł przeczytasz w czasie 3 - 5 minut)

qr code mobilnemini androidGlucholazyonline.com.pl w Twoim smartfonie!

Masz dla nas temat? Wyślij foto i opis poprzez aplikację mobilną. To najszybszy sposób na dotarcie do czytelników.

Najnowsze wiadomości i informacje o mieście w jednej aplikacji!

Aplikację na smartfony z systemem Android pobierzesz tutaj.




Przeczytałeś już: 0% artykułu

11201878 1011501018889745 3338573000303061164 n



Piękny czerwcowy dzień, niebo bezchmurne, słonce nagrzewa ziemie swymi gorącymi promieniami. 

W sadzie siedem w pełni dojrzałych drzew czereśni, białych cukrówek, różowych i prawie już czarnych. Dzień mógłby być jak każdy inny, gdyby nie bardzo przyjemny fakt, iż 17 czerwca 1957 r. rodzę się JA, DANUSIA.

Jestem piękna, zdrowa, ciemnooka dziewczynka. Cóż za radość ogarnęła całą rodzinkę Laszewiczow, tatę Antoniego, co pędem do szpitala podążał co sił miął w nogach pedałował rowerem, mając siedzącego synka Kazia na ramie roweru do szpitala zobaczyć swoja córeczkę. Zachwyt widokiem swej córeczki nie miał granic, radość nie miała końca, miłość nie miała rywalki !!!
Ze szpitala tatuś mnie i moja mamusię przywiózł jedyną wówczas jeżdżąca TAXI, kierującym był pan Wiśniewski. Rodzicami chrzestnymi zostali, matka chrzestna ciocia Adela mamy siostra, a ojcem chrzestnym sąsiad Stanisław Olszewski. Te chrzciny nie miały sobie równych, były huczne i swawolne.

 

Ciocia Adela na chrzciny przyjechała z Warszawy sama, mąż jej nie mógł z nią przyjechać, obowiązki służbowe mu nie pozwoliły. Piękna, młoda, dobrze ubrana kobieta poruszyła adrenalinę u młodych kolegów, gości na chrzcinach. Jak na zawołanie, każdy chciał z nią tańczyć, jeden przez drugiego co rusz to nowa płytę chciał puszczać i zatańczyć z Adelą. Alkohol zrobił swoje, szyby w ganku poleciały.

Rosłam zdrowa, grzeczna córeczka, zawsze u boku swych rodziców. Życie swe pamiętam od 3/4 roku życia. Pamięć ma sięga momentu, gdy Obraz Matki Boskiej krążył po Polsce z miasta do miasta, z wioski do wioski niesiony w pielgrzymce przez mieszkańców danego miasta. Właśnie dotarli do Głuchołaz i w pielgrzymce poniesiony został do wioski Gierałcice. Mama i ja pielgrzymowałyśmy za obrazem, trzeba było przejść 4,5 km pieszo ze śpiewem pieśni do Matki Boskiej.  Byłam malutka, więc ta pielgrzymka dla mnie musiała być dużym wysiłkiem bo od tego momentu właśnie pamiętam początek mojego życia. Mając dwóch braci nie obyło się od pamiętnych do dziś chwil. Jak przez mgłę pamiętam jak brat Andrzej bardzo mocno poparzył się i leżał w szpitalu. Chciał ściągnąć z pieca suszącą się pidżamę, która była przyciśnięta garnkiem z gorącą wodą . Pociągnął rożek wystającej pidżamy i wciągnął na siebie garnek z gorącą wodę, oparzenia były bardzo poważne, znamię pozostało do dziś na szyi pod włosami.
Mama nie czekając na pogotowie na rękach zaniosła go do odległego od naszego domu szpitala.

Pamięć ma sięga równie groźnej sytuacji jakiej doświadczył mój brat Kazik
Chłopcy z ul.Kraszewskiego nie lubili się z chłopcami z Kolonii Jagiellońskiej, mieli zawsze potyczki. Jedna z takich potyczek o mały włos nie skończyła się tragicznie dla mojego brata Kazika, został ugodzony nożem 3 cm od serca. Pamiętam też, że bracia moi raczej nie bawili się razem, zawsze byli po przeciwnej stronie, przeciwko sobie. Kazik z grupa kolegów źle traktował Andrzeja, zawsze chciał mieć nad nim przewagę. W sąsiedztwie nie miałam zbyt dużo koleżanek, w zasadzie mieszkała tylko jedna dziewczynka nawet o rok ode mnie młodsza na imię jej było Grażynka i jej młodsze siostry Małgosia i Iwonka Malinowska.

Młodsze lata spędzałam w grupie chłopaków z sąsiedztwa, grając z nimi w nogę na piaskowni, i na stawku Morskim Oku ,gdzie za moich czasów dziecięcych latem się kąpaliśmy, a zimą jeździliśmy na łyżwach i graliśmy w hokeja .

Lata dziecięce - to lata zawsze u boku mojej mamusi.

Tatuś nasz w roku 1964 pojechał do swoich rodziców do Rosji na daleki Kazachstan. Rodziców i rodzeństwa nie widział ponad dwadzieścia lat. Jako młody, bardzo młody chłopak w roku 1942 z domu rodzinnego poszedł na wojnę. Od tamtej chwili nie widział matki, ojca, brata Mikołaja i siostry Marysi.
Podroż była bardzo daleka, uciążliwa, wyczerpująca, ale jak radosna, bo przecież jechał do swych najbliższych, do rodziców!!!

Do nich to na piechotę można iść!

Radość rodziców była ogromna.
Ujrzeli, przytulili , mocno ucałowali swojego syna. Nie widzieli go od momentu, gdy sam zgłosił się na ochotnika do wojska, by walczyć dzielnie o wolność naszej Ojczyzny. Tatusiowi mojemu było dane tylko raz odwiedzić i pokłonić się swoim rodzicom. 
Już nigdy nie zobaczył swych najbliższych. Rodzice jego pomarli na Kazachstanie, siostra wyjechała do Niemiec a brat Mikołaj może jeszcze żyje w Zielonym Gaju w Kazachstanie wraz ze swoja rodziną. Z dalekiej podroży powrócił tatuś po miesiącu a w ręku trzymał dużą, nagą lalkę. Była to moja jedyna w życiu lalka, bardzo kochana długo aż do za mąż pójścia trzymana.
Na imię jej dałam Brigitt od bardzo ładnej i wówczas znanej na lusterkach ilustrowanej aktorki Amerykańskiej Brigitte Bardot . 
Mówiłam do niej „-jak będę duża i wyjdę za mąż to mojej córce na imię dam właśnie Brigitt”.
Za mąż wyszłam, ale córki nigdy nie miałam!

 

11062422_1011501468889700_3542920790633505787_n11201878_1011501018889745_3338573000303061164_n11885074_1011501578889689_2028668997444791511_n11902522_1011501782223002_6181726976642343278_n11954645_1011500915556422_930350363687629080_n

Danuta Laszewicz. Dziękuje za uwagę, cz. 6 już wkrótce.

Udostępnij i polub nas!

Polub w FacebookPolub w Google PlusPolub w TwitterPolub w LinkedIn


0 Nie lubię0

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy

  DO GÓRY

Przeczytaj także: